kapelusz
Zraniłam się ! Część 1
23 kwietnia 2019
husta
Płaczę bo wypada. Część 3
30 kwietnia 2019

Straciłam swój blask. Część 2

kobiecość

Obwiniałam wszystkich i wszystko za moją utraconą kobiecość.
Najczęściej moralne kuksańce dostawali moi najbliżsi.
To oni, jak sądziłam byli powodem mojego emocjonalnego kotła.
To, że brak mi czasu na relaks w wannie, bo sterta ubrań do prasowania wywierała na mnie presję. W przymierzalni galerii handlowej musiałam się spieszyć, bo dziecko za zasłoną tupało niecierpliwie nogą. Pobudka we wczesnych godzinach porannych, aby ulepić kilka kanapek dla męża. Chciałam być przykładną żoną… Zapomniałam, że mój facet nie jest niepełnosprawny i świetnie sobie radzi w kreowaniu własnego śniadania.
Wkurzało mnie to, że jestem porannym budzikiem, sekretarką, pielęgniarką, kierowcą, negocjatorem, dostawcą świeżego pieczywa skoro świt… Wszystko mnie drażniło, a własne dzieci wręcz irytowały swoim zachowaniem. Beznadziejna karuzela doznań!
Moja szafa była godna politowania. Swoją zawartością obrazowała hospicjum a ja, kiedy wodziłam po niej wzrokiem czułam, jakbym pracowała w zakładzie pogrzebowym w charakterze płaczki. Zamiast czerwonych sukienek, kwiecistych bluzek, motylowych garsonek, odważnych dekoltów, romantycznych koronek…przeważały barwy ziemi. Apokaliptyczny widok zgiełku tego, co zostało po mojej kobiecości był przerażający i dawał mi wiele do myślenia. Nawet nie pamiętam, kiedy wnętrze białej jak śnieg szafy, zamieniło się z radości w smutek. Na honorowej półce w mrocznej krainie mojej osobowości w zasięgu ręki, kilka par dresów. W nich czułam się najwygodniej. Nie bez powodu wskakiwałam w nie zaraz po wejściu do domu. Dawały mi komfort psychiczny, gdyby dziecko odcisnęło swoją czekoladową dłoń na mojej nodze albo jogurt wylądował na bluzce. Przydatne do szorowania podłogi, koszenia trawnika…
A przecież zamiast dresów mogłam założyć kwiecistą sukienkę, która nie krępowałaby moich ruchów i też pochłaniała niezdarne przewracanie naleśników na patelni. Ja przesadnie wybierałam męskie odzienie w domu, jak i poza nim.
Straciłam swój blask, seksapil… Porzuciłam własne pragnienia i to, co kochałam robić najbardziej. Zamieniłam się w zrzędną babę i marudzącą matkę, wytykając wszystkim ich błędy.
Narzekałam na rozgardiasz w domu, źle dobrane produkty na obiad, źle dobrane części garderoby, brak awansu w pracy, zaniedbane paznokcie, rozczochrane włosy, brak wysportowanej sylwetki…na wszystko to, co wadziło mi po drodze.
Potrafiłam w mgnieniu oka przeobrazić się w jadowitą żmiję i kąsałam boleśnie. Najczęściej ofiarą padał mój mąż, bo zawsze był pod ręką. Na moje nieuzasadnione pretensje nie reagował zbyt emocjonalnie. Z politowaniem spoglądał na mnie, zaciskał zęby i kręcił głową, a ja czułam wewnątrz siebie, że ledwo zipie… Śmiałam przypuszczać, że miał ochotę spakować walizkę i odejść na zawsze, mimo że dbałam o niego, jak o kolejne nasze dziecko.
Wszyscy domownicy nie przejawiali objaw dyskomfortu, co wkurzało mnie jeszcze bardziej.
Umarłam za życia!!! A co ciekawsze długo nie chciałam zmartwychwstać! Nawet botoks nie przyniósł emocjonalnie- pozytywnego rezultatu mojego zadowolenia, a wręcz przeciwnie przestraszyłam się jeszcze bardziej, że za chwilę uzależnię się od strzykawki. Chciałam sztucznie zatrzymać czas, a raczej go cofnąć. Ale po co?! Przecież naturalne zmarszczki kryją w sobie tajemnice przeszłości. Czy zwyczajnie przestraszyłam się przemijania? Czy taki sposób miał być dla mnie lekarstwem na moje frustracje i bolączki? I dlaczego nie potrafiłam zaakceptować siebie taką, jaka jestem, kiedy patrzę w lustro?…
Fakt. W pośpiechu i niedbale nałożony makijaż. Zero jakiejkolwiek diety. Wolny czas na jogę. Wyjście do Spa lub z przyjaciółką, beztroski spacer po parku… To były marzenia niczym postać wędrowca na pustyni w poszukiwaniu źródła wody! A może to moje wewnętrzne ograniczenia, usprawiedliwiane brakiem czasu? Albo zmęczenie nadmiarem obowiązków? Tego nie byłam i nie jestem w stanie stwierdzić.
W odzieżowym ściągałam z wieszaka ubrania tylko dla dzieci, bo uważałam, że im się należy bardziej ode mnie. Odmawiałam sobie markowych butów, bo wolałam trzymać pieniądze w skarpecie, tak na wszelki wypadek. I pomimo tego, że w naszym wielkim domu grałam pierwsze skrzypce, kontrolując wszystkich i wszystko, to i tak w linii prostej byłam na szarym końcu i było mi z tym źle, bardzo źle…

CDN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *