miedz
Pieniądze – dlaczego nie płyną?
26 stycznia 2019
niebo
Kochanie to ja jestem Twoim stwórcą 2-2
19 lutego 2019

Kochanie to ja jestem Twoim stwórcą 1-2

dziecko

Weekendowy poranek. Kiedy świat zwalnia swoje tempo, a ty masz trochę więcej czasu dla siebie i dla swojej najbliższej rodziny. W tle rozbrzmiewa ulubiony kawałek z regionalnego radia. Za oknem świeci słońce, a pod nogami kręci się czworonogi futrzak.
Taki weekend to pora, gdzie nikt nie patrzy na zegarek. Nikt nie spieszy się do pracy, ani szkoły. W takie dni nawet kot dłużej grzeje się na piecu, bez zbędnego stresu, że wszyscy domownicy nagle znikną, a miska ze śniadaniem będzie świeciła pustką. Wszyscy razem przy jednym stole, taka tradycja porannych posiłków. Bez tabletu, telefonu w ręku, współczesnego rozpraszacza ludzkich myśli oraz komunikacji między nimi. Usiedliśmy w komplecie do śniadania. Widelce i noże zostały uniesione w górę. Każdy z biesiadujących przy obficie zastawionym stole, zabierał się do projektowania swojej indywidualnej kanapki.
Spokojnie, bez żadnego pośpiechu, mieszałam łyżeczką w filiżance pełnej herbaty. Obserwowałam, jak w szybkim tępię znika serek, pomidor, dżem i ogórek… Gdybym nie wystawiła całej zawartości lodówki na stół, to podejrzewam, że usłyszałabym po jej otwarciu, coś w rodzaju “Ojej mamo! Niema nic do jedzenia?”. Lenistwo młodzieży w obecnych czasach, wcale mnie już, nie dziwi… Przy śniadaniowym stole uświadomiłam sobie pewną rzecz. Jakże ważną w relacji matka – dziecko.
Z osobistego punktu widzenia zauważyłam albo dopiero teraz to do mnie dotarło, że coś jest nie tak, jak być powinno! Dlaczego dopadły mnie takie przemyślenia? Wynikło to z rozmowy owego poranka z moją najstarszą córką, którą od pełnoletności dzieli tylko jeden wielki krok do przodu.
Próbowała mnie pouczać, jak mam żyć! Co powinnam, a czego mam nie robić.
W rzeczy samej, fajne to jest, kiedy dzieci potrafią w dzisiejszych czasach samodzielnie myśleć. I nie wszystkie z nich padły ofiarami otępienia przez internet. Z drugiej strony myśleć, a wkładać rękę do mojego portfela, to lekkie przegięcie! Sprawa dotyczyła oszczędności. Wydawania, a raczej trwonienia przeze mnie pieniędzy.
A to za dużo wydaję, a to kupuję bzdury i takie tam niuanse. Zamiast jednego prezentu pod choinkę dla jej najmłodszej siostry ja kupuję sześć. Podsumowywała moje działania, sypiąc jak z rękawa bezpodstawnymi argumentami.
Nie będę się usprawiedliwiać, bo takie zakupy, z mojej strony zawsze są starannie przemyślane, natomiast z jej punktu widzenia nie. Najmłodsza jej siostra zwyczajnie lubi więcej mniejszych podarunków niż jeden duży prezent. Wiem to stąd, bo obserwuje moje dziecko od dnia jej narodzin…
Rozumiałam przekaz mojej prawie dorosłej córki. Ją też znam od urodzenia…Ona w ukrytym kontekście swojej wypowiedzi. Podprogowym przekazie do mnie. Wolałaby taką inwestycję z której to ona, a nie jej siostra, czerpałaby korzyści. Zapewne, nie byłoby to wtedy trwonione pieniądze! Kolejna bluza Adidasa, nie wiele tańsza od sześciu prezentów siedmiolatki. Markowa torebka, buty, stanik…
Nie lubię przepłacać, tylko dlatego, że na materiale jest naszyty firmowy znaczek… I pomimo miliona uzasadnionych argumentów z mojej strony nie szło jej w żaden sposób przetłumaczyć, z uporem maniaka strzegła swoich poglądów na ten temat. Co zrobić w takim wypadku? Jak dotrzeć do czyjejś świadomości? Świat zwariował, a nastolatkom przewraca się w głowie! Moralne wartości wśród młodzieży zanikają bezpowrotnie. Obecnie liczy się tylko to, kto ma lepsze ciuchy, flagowy model telefonu… Wtedy taki młody człowiek, uważny jest za kogoś wyjątkowego w rzeczywistości ciągnie on pieniądze od matki lub ojca na mało funkcjonalne gadżety. Oczywiście są od tej reguły wyjątki… Płytkie myślenie, nic bardziej błędnego, ale nie o tym mowa.
Moja najstarsza córka z całej trójki moich dzieci. Oceniając moje postępowanie w dużej mierze myślała tylko o sobie. Nie uległam jej presji, nic z tych rzeczy! Uważam, że traktuję moje dziewczynki na równym poziomie emocjonalnym, jak i materialnym. Nie sądzę, aby ona z tego powodu była poszkodowane i czegoś jej brakowało. Jak była mała, zasypywałam ją plastikowymi pierdołami i cieszyłyśmy się z nich obie. Zdjęcia w albumie ewidentnie na to wskazują.
Zbulwersowana nastolatka faktem trwonienia moich pieniędzy. Podkreślić tu należy MOICH, podała jeszcze kilka innych przykładów tak banalnych, jak jej nieskondensowane myśli…
Siedziałam na krześle przekładając nogi z jednej na drugą. Słuchałam jej wywodów w zarządzaniu moimi pieniędzmi, bo raczej nie porad. To była edukacyjna lekcja dla mnie, płynąca z jej ust, jak strumień wody ze skały. Stare powiedzenie „koń, by się uśmiał” miało by w tym przypadku duży sens. Nie przerywałam jej ani trochę. Kiedy wreszcie skończyła, wtedy zaczęłam ja.
Podziękowałam swojemu dziecku za szczere porady odnośnie mojego majątku i troskę o moje dochody dając jej jednocześnie do zrozumienia, że z nich nie skorzystam, rozwijając temat. Może moje zachowanie było trochę ironiczne, ale musiałam delikatnie przytrzeć siedemnastoletniej pannicy nosa, by nie wystawał za bardzo.
Moja odpowiedz była krótka i zwięzła. Nie było nad czym się rozwodzić, ale nie mogłam zostawić jej słów, bez echa, tak dla zasady żeby nie pomyliły się jej hierarchie, kto tu rządzi, i kto jest kim.
Może i świat przewrócił się do góry nogami, ale to nie oznacza, że matka ma słuchać dziecka, a raczej stosować się do jego porad. Kiedy już tak się dzieje, to oznacza tylko tyle, że panują niezdrowe relacje pomiędzy nimi.
Gotowa jestem zrozumieć sytuację i prawo do własnego zdania względem rodzica. Kiedy dojrzała emocjonalnie kobieta z bagażem doświadczeń, już nie nastolatka, i nie malutka córeczka tatusia. Pragnie wyrazić swoją opinię na dręczący ją temat, choćby w celu wyjaśnienia pewnych kwestii, czy nieporozumienia między nimi. Nie będę się rozwodzić na ten temat, bo sytuacji w życiu jest wiele. Nie wszystkie je można wrzucić do jednego worka. Ale w tym konkretnym przypadku, kiedy dziecko próbuje przejąć kontrolę, a bynajmniej chce wpłynąć na Twoje decyzje pod względem finansowym, nie wolno tego lekceważyć, ani też zamiatać pod dywan milczeniem, udając wrodzone upośledzenie słuchu.
Rozumiem trwonienie dochodu rodzinnego na alkohol lub inne używki. Kiedy w domu panuje bieda, a na półce pojawia się kolejna para butów, zamiast masła w lodówce. Takie uwagi nastoletniej córki bądź syna, mają wtedy racjonalne uzasadnienie. Ale zazwyczaj dzieje się tak, że dziecko ma bardzo mały, właściwie znikomy wpływ na zmianę zachowania takiego rodzica, czy opiekuna. Rzadko się to młodym ludziom udaje. Celny strzał z armaty w takiego rodzica, a następnie przejechanie po nim emocjonalnym czołgiem może przynieść pożądane rezultaty. Wtedy jest szansa na zmianę myślenia u takiego rodzica bądź opiekuna. Oczywiście mówię tu o domach, gdzie nie jest za wesoło…
Wracając do tematu. Uświadomiłam mojej córce, że jak będę potrzebowała porady finansowej, to znajdę dla siebie odpowiedniego terapeutę. Kogoś, kto będzie gotowy poprzez swoją wieloletnią praktykę w tej dziedzinie, uprzytomnić mi moje trwonienie pieniędzy…
Nie wiem, na ile mnie zrozumiała? Oczywiste jest to, że każda osoba odbiera przekaz na swoim poziomie intelektualnym. Często słyszymy to, co chcemy usłyszeć. W przypadku mojej nastolatki dochodzą młode jej lata. Raczkowanie w dorosłe życie, bez bagażu doświadczeń, prowadzona przez mamusię za rączkę…
Pomyślałam, że spróbuję wytłumaczyć jej to bardziej obrazowo, używając do tego symboli, by mogła zrozumieć mój punkt widzenia. Chciałam tym rozluźnić i tak już napiętą sytuację, między nami…
CDN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *